Start Aktualności Wydarzenia Górnicy -ludzie dwóch światów
Górnicy -ludzie dwóch światów

 Górnicy, ludzie dwóch światów…

Słowo wstępu

Olkusko-bolesławskie górnictwo jest stare. Jak stare? – trudno jednoznacznie odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Z zachowanych dokumentów wynika, że w 1257 roku z dochodów z tutejszego srebra książę krakowski i sandomierski Bolesław Wstydliwy ufundował i uposażył klasztor klarysek w Zawichoście. Jeśli więc tę datę przyjąć za wiarygodną, a w wielu opracowaniach na nią się powołujemy, to ponad osiem wieków liczy sobie ta profesja.

Wszystko wskazuje na to, że tak określone początki tej działalności charakteryzowała niezbyt skomplikowana technologia, i w związku z tym występowało wówczas stosunkowo niewielkie niebezpieczeństwo związane z jej stosowaniem. Złoża kruszcowe zalegały płytko, były łatwo dostępne, a trudniący się ich eksploatacją kopacze nie doznawali niszczycielskich skutków żywiołów w większym stopniu niż pozostali mieszkańcy ziemi. Z czasem jednak kończy się wszystko, co łatwe i przyjemne. Przyszły czasy, że trzeba było sięgać po niżej zalegające skarby. Z górnictwa odkrywkowego już wyżyć się nie dało. Potrzeba wymusiła zejście pionowymi wyrobiskami w głąb ziemi, aby kontynuować eksploatację, a tam, im niżej, tym warunki pracy okazywały się bardziej niebezpieczne.

Żywioł ziemi, żywioł wody − a i pozostałe dwa: powietrze i ogień − nabierały dużo większego znaczenia. Okazywały się groźne, a im coś bardziej groźne jest, tym większy budzi strach, tym większa występuje potrzeba szukania wsparcia, pomocy w walce z niebezpieczeństwem. O ile marynarzowi czy lotnikowi przychodzi zmagać się z jednym z żywiołów, górnik ma przeciwko sobie wszystkie.

Coraz to nowe rozwiązania techniczne w zakresie wykonywania obudowy wyrobisk, ich odwadniania i przewietrzania pozwalały z upływem lat zwiększać bezpieczeństwo pracy, nie mniej jednak górnik stale narażony był − i do dzisiaj jest − na nieprzewidziane zdarzenia. Nie dość, że dawniej ciężko pracował i prawie w zupełnych ciemnościach przebywał, to coraz bardziej oddalając się od szybów, od powierzchni, od dziennego światła, miał jedynie znikomą szansę ewentualnej ucieczki.

Zawód górnika należy zatem do najniebezpieczniejszych. Czego więc ludzie oczekują wybierając go? Czym się kierują? Chęcią stawienia czoła wyzwaniom, udowodnienia czegoś innym bądź samemu sobie? A może o bardziej prozaiczne sprawy tu chodzi, czyli o pieniądze po prostu. Trudno odpowiedzieć. Oczywistym jest, że ryzyko musi być należycie opłacane. Ale ryzyko przecież można minimalizować. Jeśli więc ludzie wybierali ten zawód to niewątpliwie z tą myślą, że będą potrzebować i szukać wsparcia, z nadzieją, że będą mogli liczyć na pomoc w sytuacjach trudnych.

Na dole warunki są nieludzkie. Każda próba opisania ich będzie nieudolną, gdyż tam niczego nie można przewidzieć, skopiować zachowań z poszczególnych zdarzeń. Górnik w tym drugim świecie odcięty jest od światła, czasem także od świeżego powietrza. Poruszając się po omacku nie wie, co go czeka w danym momencie. Często zachowuje się jak zwierzę, musi słuchać instynktu. Wyzwaniem jest radzenie sobie ze strachem przede wszystkim, ale też umiejętność oceny ryzyka, gdyż każde zejście w ten mroczny świat wiązało się i ciągle wiąże z ryzykiem. Jeśli chciał, albo chce w tych warunkach coś zdziałać, nie mógł i obecnie także nie może poddawać się lękowi. Z czasem oswaja się z naturą, jeśli ma choć trochę pokory próbuje się z nią „dogadać”, ale w zmaganiach z żywiołem mimo wszystko nie ma mocnych. Czy nie łatwiej w takim razie byłoby mu radzić sobie z wyzwaniami gdyby wierzył, że „Ktoś” jest z nim, że „Ktoś” nad nami czuwa, że go wspiera?

Górnik do niedawna jeszcze nie wyszedł z domu jeśli nie usłyszał od żony, matki „idź z Bogiem”, i sam nie odpowiedział „zostajcie z Bogiem”, bo oprócz pokładania nadziei we własnych siłach, uważał, że w jego zawodzie-przeznaczeniu nie zawadzi szukać pomocy także w siłach wyższych. Górnicy zatem ze względu na wykonywaną pod ziemią, trudną i niebezpieczną pracę byli – i są – bardzo pobożnymi ludźmi, i wobec tego nie powinny nikogo dziwić liczne kaplice urządzane w kopalniach. Już samo pozdrowienie górników, którym witają się wzajemnie, ma podłoże religijne. Słów „Szczęść Boże” używają na co dzień, przy każdym pierwszym spotkaniu, szczególnie ci pracujący bezpośrednio przy wydobyciu.

W pewnym momencie więc zupełnie naturalnym się stało, że przed udaniem się na dół, górnicy zbierali się przed świętym obrazem na krótką modlitwę, a po powrocie także krótką modlitwą dziękowali za szczęśliwy powrót do normalnego świata. Te święte obrazy musiały przedstawiać kogoś, komu można było zaufać i wierzyć, że w razie czego ten ktoś wstawi się za potrzebującym przed obliczem Stwórcy i będzie wypraszał potrzebne łaski, gdyż patronat to nic innego jak sprawowanie opieki.

Kogo zatem można było wyszukiwać myśląc o ewentualnych patronach dla ludzi zmagających się z podziemnymi siłami natury? Niewątpliwie, wybrańcy musieli posiadać autorytet, charyzmat, być uznanymi za „wielkich” za życia, a świętymi po śmierci. Niejednokrotnie musieli „wykazać” się konkretnym najpierw czynem, a później może także i cudem.

Patroni górniczego stanu

Na przestrzeni wieków za patronów uznawano różne postaci i różnych należało także się spodziewać w poszczególnych rejonach, gdzie górnictwo występowało. Od rodzaju tego górnictwa, od wydobywanej kopaliny także wiele zależało. Na podstawie analizy żywotów świętych, tekstów zamieszczanych w internecie − a także innych tekstów − można pokusić się o wytypowanie przynajmniej kilku świętych, których w pewnych rejonach uznawano za patronów ludzi związanych z górnictwem. Za www.straconka.bielsko.opoka.org.pl oraz z innych źródeł korzystając, wymienić tu należy:

Św. Klemens. O nim nieco niżej.

Św. Mikołaj żył na przełomie III i IV wieku w Azji Mniejszej, był biskupem Miry (dziś miasto w Turcji). Święty Mikołaj był w pewnym okresie uważany za patrona m.in.: flisaków, więźniów, strażników, żeglarzy oraz górników właśnie. Jeszcze przed nadaniem Bochni praw miejskich, istniał tu drewniany kościółek p.w. św. Mikołaja, ufundowany przez księżną Grzymisławę – matkę Bolesława Wstydliwego. Patronat św. Mikołaja ma związek z odkryciem w Bochni soli. Istotną rolę w uruchomieniu pierwszej kopalni w Bochni odegrali cystersi z Wąchocka, których konwent był filią znanego opactwa cysterskiego w Morimond we Francji, specjalizującego się w górnictwie. Na zachodzie Europy wezwanie św. Mikołaja było wtedy niezmiernie popularne. Św. Mikołajowi – patronowi górników – powierzano kościoły, kaplice, a nawet całe kopalnie.

Św. Antoni Padewski (ok. 1195 – 13.06.1231). Jego kult rozszedł się po świecie chrześcijańskim na Zachodzie lotem błyskawicy. Jest on wzywany we wszelkich troskach i kłopotach, których w codziennym życiu jest tak wiele, a w górnictwie piętrzą się one w szczególności. Powszechna ufność w skuteczność orędownictwa św. Antoniego ma swoje pokrycie w charyzmatach i mocy cudotwórczej, jaką Opatrzność szczodrze obdarzyła go już za życia. To spowodowało, że i niektórzy górnicy zapragnęli jego orędownictwa. Osobliwością, chyba jedyną w świecie jest kaplica św. Antoniego wykuta w soli w Wieliczce, ale za nie mniej sławną należy uznać figurę świętego wyrzeźbioną w konkrecji ołowiowej znajdującą się w kościele w Dworkowicach pod Kielcami.

Św. Józef jest patronem robotników i także górników cyny.

Św. Anna jest patronką górników kopalni złota.

Św. Dorota, dlaczego? Może dlatego, że za panowania cesarza Dioklecjana była dręczona na katowni, a następnie ścięta. Może dlatego, że należała do 14 „Wspomożycieli”, czyli szczególnych patronów.

Św. Wit. On również poniósł śmierć męczeńska za panowania cesarza Dioklecjana w 305 roku. Legenda mówi, że zanurzono go w kotle z wrzącym ołowiem, potem rzucono na pożarcie dzikim zwierzętom i rozciągano na katowni. Z pomocą Bożą przetrzymał wszystko, kończąc chlubnie zaszczytną walkę.

Św. Andrzej Apostoł. Tutaj trudno o przekonujące wyjaśnienia.

Św. Albert Wielki. Poza tym, że określa się go jako patrona studiujących nauki przyrodnicze, innych związków z górnictwem trudno się doszukać.

Św. Agata miała pochodzić ze znakomitej rodziny, z Katanii, miasta na Sycylii. Legenda głosi, że rok po jej śmierci, kiedy Katanię nawiedziła klęska wybuchu Etny, lawa zatrzymała się cudownie u wrót Katanii. Cud ten podziwiali nawet poganie, którzy w przerażeniu tłumnie biegli na jej grób, by polecić Świętej swoje domy i dobytek. Święta uważana jest za patronkę od ognia. Może w takim razie i górnicy udający się na długie godziny pod ziemię, tej właśnie świętej pod opiekę polecali to wszystko, co pozostawiali na powierzchni?

Dosyć długą wydaje się ta patronacka lista, ale trudno się dziwić „co kraj to obyczaj”. Poza tym przyglądając się temu zestawieniu stwierdzić należy, że żaden inny zawód nie cieszy się tak gremialnym wsparciem, jeśli chodzi o wstawiennictwo przed Stwórcą.

Święte Patronki w ołtarzu z bolesławskiej świątyni

Trudno powiedzieć kiedy dokładnie na czoło patronackiej listy wysunęły się dwie postacie: św. Kinga i św. Barbara. Uważa się (jakby o pozostałych zapominając), że to właśnie te dwie święte dzisiaj patronują górnikom – pierwsza zdecydowanie ważniejsza jest dla górników solnych, a drugą za swą patronkę uznają pozostałe gałęzie górnictwa. W tym drugim przypadku przyjmuje się również, że św. Kinga jest opiekunką kopalń. Przyjrzyjmy się zatem tym dwóm świętym niewiastom nieco bliżej.

             01           

Św. Barbara (fot. Grzegorz Jasica)

Św. Barbara jest jedną z najbardziej popularnych świętych męczennic. Wszędzie można znaleźć mniej lub bardziej dokładną historię jej życia – inna sprawa, czy prawdziwą? Nie zachowały się wiarygodne źródła dotyczące żywota świętej. Dosyć pewne natomiast jest, że żyła na przełomie III i IV wieku. Zginęła prawdopodobnie około 305 roku w czasie prześladowań chrześcijan. Legenda mówi, że była córką bogatego poganina; kupca lub urzędnika państwowego o nazwisku Dioskurs. Była piękna, więc o jej rękę starało się wielu konkurentów. Żądny sukcesów i sławy ojciec chciał ją uchronić przed złym wpływem świata, wybudował więc wieżę warowną bogatą we wszelkie luksusy i umieścił w niej córkę. Miała zapewnioną służbę i najlepszych nauczycieli. Nie byli jednak odpowiednio dobrani, gdyż od jednego z nich młoda dziewczyna dowiedziała się o Wszechmogącym Bogu i Jego Synu. Miała czas na rozmyślania, i wierzyła, że to, co widać z okien wysokiej, górującej nad okolicą wieży, jest tak piękne, że nie może być dziełem pogańskich bożków. (Podobne skojarzenia można mieć oglądając świat minerałów, w które obfituje nasza ziemia). Uwierzyła zatem Barbara, i bez wiedzy rodziców przyjęła chrzest, a także ślubowała dziewictwo. Ojciec zapragnął wydać ją za kogoś bardzo majętnego i wtedy dowiedział się o wcześniej podjętych decyzjach córki. Ponieważ jego kariera była zagrożona, a perswazje Barbary go nie przekonywały, postanowił siłą wymusić uległość. Wieża stała się więzieniem, tam nawet głodem próbował ją złamać. Izolacja nie pokonała uporu córki, więc ojciec oddał ją pod sąd, który skazał dziewczynę najpierw na różnego rodzaju tortury, a kiedy one nie przyniosły spodziewanego efektu – na ścięcie. Wyrok miał wykonać sam „pokrzywdzony”. Kiedy się to stało, niebo otwarło się i piorun zgładził kata. Barbara zginęła z rąk własnego ojca, a ten odebrał sprawiedliwą karę od tego, z którym walczył. Z Barbarą Bóg był i wcześniej. Raz, uciekając przed rozgniewanym ojcem, schroniła się w skale, która sama rozstąpiła się przed nią. Innym razem anioł uleczył rany na jej torturowanym ciele, a w decydującym momencie, przed śmiercią, podał jej Ciało Chrystusa. Tradycja głosi, że przed ścięciem Barbara modliła się, żeby nikt, kto prosić ją będzie o wstawiennictwo w ostatniej godzinie swojego życia, nie umierał bez spowiedzi świętej. W ten sposób stała się patronką umierających.

Górnik, schodząc codziennie pod ziemię, jak do grobu, nigdy nie wie, czy stamtąd wyjdzie. Zawsze musi być świadom niebezpieczeństwa, z którym obcuje. Patronka dobrej śmierci, a zarazem ta, której skała dała schronienie w czasie ucieczki przed złem, w naturalny sposób stała się opiekunką górników. W średniowieczu zaliczano św. Barbarę do grona czternastu „orędowników mających stały dyżur ratowniczy nad światem”. Jej sława jest znana zarówno na Zachodzie, jak i w Kościołach wschodnich. Jej wspomnienie przypada na dzień 4 grudnia.

Świętej Barbarze dedykowano jeden z dwóch bocznych ołtarzy z bolesławskiego kościoła. Wpatrując się w ten ołtarz nie może być dziwnym, że przez górników w dużej mierze nowobudowanym kościele on powstał, i był ofiarowany ich patronce. Twórcy ołtarza musieli posiadać wiedzę historyczną, bo nie jest to dzieło przypadku. Zawiera zbyt wiele symboli, czasem nawet trudnych do rozszyfrowania. Jest on głównym ołtarzem nawy zachodniej, a jego centralną postacią jest figura świętej patronki górników. I to nie budzi zastrzeżeń.

Wyjaśnienia natomiast wymaga kwestia towarzyszących jej postaci: po lewej (z prawej strony dla patrzącego na ołtarz) św. Kinga (bratanica św. Elżbiety) i po prawej ręce (z lewej strony patrząc na ołtarz) św. Elżbieta Węgierska. Obie pochodzą z węgierskiego rodu Arpadów, dla obu św. Franciszek, biedaczyna z Asyżu był wzorem do naśladowania, więc obie – bratanica i ciotka – w swoim czasie pochylały się nad ludźmi biednymi i upośledzonymi przez los. Spoglądając na ołtarz, ich dobroczynność sama rzuca się w oczy. Świętym: św. Kindze i św. Elżbiecie Węgierskiej wypada przeto poświęcić kilka słów w tym opisie.

02

Nastawa ołtarza św. Barbary z bolesławskiego kościoła (fot. Grzegorz Jasica)

03

Św. Kinga (fot. Grzegorz Jasica)

Św. Kinga (5.03.1234 – 24.07.1292) – węgierska królewna z dynastii Arpadów, księżna krakowska i sandomierska, a następnie zakonnica w zakonie Świętej Klary, dziewica, córka króla Węgier Beli IV i Marii Laskariny, żona polskiego władcy, Bolesława V Wstydliwego oraz święta Kościoła katolickiego. Przypisuje się jej istotny wpływ na rozwój polskiego górnictwa. Dzięki staraniom księżnej Kingi, do Polski dotarli górnicy z Węgier, którzy odkryli złoża soli w Bochni i Wieliczce, gdzie rozpoczęli jej wydobycie. Legenda głosi, że to ona widząc nędzę materialną mieszkańców Bochni, wskazała miejsce, gdzie miała znajdować się sól. Tak rozpoczęła swą działalność bocheńska kopalnia soli. Kinga służyła Bolesławowi radą, a kiedy trzeba było także swym wielkim posagiem. Nauczyła się bardzo dobrze języka polskiego, by móc porozumiewać się z dworzanami i prostym ludem, o którego losy była zawsze szczerze zatroskana. Zaangażowana w mężowskie przedsięwzięcia i biegła w górniczej profesji niewątpliwie musiała znać także górnictwo kruszcowe, nie mniejsze królewskiemu skarbowi korzyści przynoszące od solnego. Może nawet to ona sprowokowała męża do podjęcia decyzji skutkującej założeniem miejscowości Bolesław. I choć jest to tylko przypuszczenie, to tę ważną uwagę trzeba jednak uwzględniać, chcąc zrozumieć genezę powstania głównego ołtarza z nawy zachodniej bolesławskiego kościoła. Wspomnienie św. Kingi przypada na dzień 24 lipca.

04

Św. Elżbieta Węgierska (fot. Grzegorz Jasica)

Św. Elżbieta Węgierska jest siostrą króla Beli IV, ojca św. Kingi. Słynęła ze swej hojności wobec ubogich. W ufundowanym przez siebie szpitalu sama posługiwała chorym, z wielką dbałością opatrywała ich rany, leczyła kalekich. Najbiedniejszych i odrażających sadzała do swego stołu. Zmarła w wieku 24 lat, 17 listopada 1231 roku. Tutejszy lud górniczy, przecież w większości, do ubogich się zaliczał. Ale nie tylko ten fakt spowodować musiał, że towarzyszy ona dwóm opiekunkom kopalń i górników. Św. Elżbieta jest uznawana za patronkę żon i matek, a przecież nie kto inny, jak właśnie żony i matki górników z „duszą na ramieniu” wyprawiały swoich mężów i synów do pracy w kopalni, a następnie z wielką radością witały po szczęśliwym powrocie z niej. Wspomnienie św. Elżbiety Węgierskiej przypada na dzień jej śmierci, a więc na 17 listopada.

Okazuje się więc, że to nieprzypadkowo tym trzem świętym niewiastom miejscowy lud ufundował ołtarz w tutejszym kościele. To one: św. Barbara – patronka górników, św. Kinga – patronka kopalni i św. Elżbieta Węgierska – patronka żon i matek są bardzo ze sobą związane, a łączy je troska o ludzi podziemi. Jakże wymownym w takim razie przesłaniem jest fakt umieszczenia nastawy ołtarza na barkach górników. To oni podtrzymując w górze figury trzech świętych, starają się uświadomić nam, jak ważne dla tutejszego górnictwa są te postacie.

05     06

Górnicy podtrzymujący nastawę ołtarza św. Barbary

Święta Barbara w kilku znanych ołtarzach i kapliczkach

O ile czas, w którym nastąpiło uznanie rozciągniętego nad górnikami solnymi patronatu św. Kingi nie budzi większych wątpliwości, o tyle trudno jest dzisiaj ustalić ze stuprocentową pewnością, od kiedy św. Barbara uznawana jest za taką patronkę dla pozostałej części stanu górniczego.

Tarnowskie Góry to miasto słynące z wydobycia rudy ołowiu i srebra. Górnictwo tarnogórskie jest zatem siostrzanym wobec olkusko-bolesławskiego. W Tarnowskich Górach za sprawą jezuitów powstało Bractwo św. Barbary, oficjalnie zatwierdzone przez papieża Benedykta XIV bullą z dnia 21 marca 1747 roku. Tarnogórzanie chwalą się, że od tego momentu św. Barbara stała się prawomocnie patronką górniczego miasta w większości utrzymującego się z wydobycia rudy ołowiowo-srebrnonośnej, i w większości zamieszkałego przez górników, więc tym samym także patronką górników.

Stara, dobrze znana na Kielecczyźnie historia (spisana m.in. na XVIII-wiecznej tablicy marmurowej w kościele na Karczówce) mówi o wytrwałym i pracowitym górniku Hilarym Mali, któremu Boża Opatrzność dopomogła w trudnej sytuacji życiowej. Otóż, 7 grudnia 1646 roku górnik odnalazł trzy potężne, drogocenne bryły rudy ołowiu. W jednej z nich został wykuty posąg św. Barbary, wielkością zbliżony do naturalnej sylwetki, umieszczony w odrębnej dzisiaj kaplicy poświęconej świętej. Ów posąg ustawiony w niszy XVIII-wiecznego ołtarza od wieków gromadził górników z okolic Kielc, co poświadczają pamiętniki, materiały archiwalne, stare wycinki prasowe. Tutaj, na Karczówce, sprawowana była barbórkowa msza święta. Tak więc, ten opis pochodzi z całkiem innych stron Polski także bogatych w tradycje, jeśli mowa o górnictwie kruszcowym. I nie można nie dawać mu wiary. Tym bardziej więc jakieś wątpliwości istnieją.

07

Największa osobliwość kościoła klasztornego na Karczówce - figura św. Barbary, patronki dobrej śmierci wykonana z bryły galeny wydobytej przez Hilarego Malę (fot. D. Kalina)

Czy rzeczywiście od tego, bądź tamtego momentu zaczął się czas uznawania świętej za patronkę górników? Trudno powiedzieć. Gdzieś wyczytać można, że tradycja obchodzenia Barbórki w Polsce pojawiła się już w 1354 roku. Gdyby uznać tę informację za wiarygodną, to gdzież miałoby to mieć miejsce, jeśli nie w Olkuszu i Bolesławiu? W każdym razie, pewnym jest, że od górników kruszcowych się zaczęło, i to im należy przypisać zapoczątkowanie zwyczaju powiązania święta św. Barbary z obchodami święta braci górniczej. Górnictwo węgla kamiennego to czasy nieco późniejsze. Ono mogło tylko dołączyć do ukształtowanego wcześniej zwyczaju świętowania i ewentualnie wzbogacić go.

Bolesławska parafia wyjątkowo sumiennie dba o podtrzymywanie kultu św. Barbary. Coroczne obchody święta górniczego zawsze otrzymują najwyższą rangę poprzez celebrację uroczystej mszy świętej. Oprócz dbałości o sprawy ducha, wiele również materialnych dzieł poświeconych patronce górników parafia przechowuje z należytą sumiennością. Najpierw należy wspomnieć o kaplicy-kościółku wybudowanym w Tłukience w połowie XIX wieku przez górników kopalni „Ulisses” i poświęconym tej świętej, później o opisanym wyżej ołtarzu z bolesławskiej świątyni, o potężnych sztandarach górniczych (na innym miejscu opisanych), o relikwiach świętej, by w końcu zatrzymać się przy kapliczce z ulicy kościelnej, której także wcześniej poświęcono sporo miejsca w opisie.

08

Św. Barbara – dzieło sztuki rzeźbiarskiej – misterna praca artysty Ignacego Suwalskiego.

Oprócz figury Świętej warto zwrócić uwagę na scenę umieszczoną pod jej stopami.

Oto górnik w trudnej dla siebie sytuacji szczęśliwie nie jest sam.

09

Relikwiarz św. Barbary przechowywany w bolesławskim kościele

Rozważając temat patronów, z ciekawostek może także warto skorzystać

Pierwsza historyjka

Przy skrzyżowaniu dróg: głównej i tej odchodzącej do Lasek, w latach dwudziestych XX wieku w Bolesławiu można było jeszcze podziwiać kapliczkę św. Jana Nepomucena. (Dzisiaj ten teren zabudowany jest domkami jednorodzinnymi). Przypuszczać należy, że stała tam od dawna, czyli w wieku XIX, a może i wcześniej była wybudowana. Figury tego świętego spotyka się często przy mostach i rzekach, ale i w okolicy skrzyżowań dróg właśnie, a także na placach publicznych i przy kościołach. Dlaczego jego pomnik wystawiono w Bolesławiu? Kim był Jan Nepomucen?

10

Św. Jan Nepomucen – figura ustawiona na placu przykościelnym

Święty Jan Nepomucen jest patronem dobrej sławy i tonących oraz orędownikiem podczas powodzi. Jest także patronem chroniącym przed powodziami i wzburzonymi wodami. Urodził się w miejscowości Pomuk lub Nepomuk 21 marca 1350 roku jako syn Velfi, miejscowego urzędnika. Według tradycji ludowej był świętym, który chronił pola i zasiewy przed powodzią, ale również i suszą. I te cechy świętego właśnie zdecydowały, że czczony był w Bolesławiu. Prosili o jego wstawiennictwo przed Bogiem nie tylko tutejsi rolnicy, ale również górnicy ciągle narażeni na wzburzone wody podziemi.

W dawnych wiekach w Bolesławiu i okolicach uruchamiano szereg coraz głębszych kopalń. Pomimo występującego zagrożenia wodnego górnicy podejmowali w nich pracę. Woda była i jest żywiołem, z którym zmagali się na co dzień. A że z dobrym skutkiem, to może również dzięki św. Janowi Nepomucenowi. Obecnie kapliczka nie istnieje, ale figura świętego (trochę zapomniana) ustawiona jest na murowanym cokole po zachodniej stronie kościoła. Tak więc i tego świętego należałoby uznać za patrona przynajmniej tej wyjątkowej grupy olkusko-bolesławskich górników do dzisiaj, tak, jak przed wiekami zresztą, zmagających się z broniącą dostępu do skarbów wodą.

Historyjka druga

Okazuje się, że nie tylko do wyżej wspomnianych świętych patronów olkusko-bolesławscy górnicy i ich rodziny w ciężkich chwilach zwracali się z błaganiem o pomoc. W ramach drugiej ciekawostki wypada przytoczyć autentyczne zdarzenie, które miało miejsce w 1609 roku, a które ostatnio odkrył i opisał Franciszek Rozmus z Olkusza. Otóż…

W jednej z olkuskich kopalń w tym właśnie roku miał miejsce wypadek przysypania pięciu górników pracujących przy wydobyciu kruszcowej rudy ołowiu i srebra. Ich nazwiska są znane i odnotowane w dokumentach. Pracowali jak co dnia, gdy naraz usłyszeli straszny huk, rumor zawału, podmuch kopalnianego powietrza i jednocześnie zdali sobie sprawę, że są uwięzieni w niewielkiej przestrzeni pomiędzy skałami, że są pogrzebani żywcem. Ich położenie było beznadziejne, wprawdzie przeżyli, ale o jakiejkolwiek ucieczce nie było mowy. Pozostawały wiara w cud i wątła nadzieja na ocalenie. W tej nie do pozazdroszczenia sytuacji nieszczęśnicy postanawiają ślubować Matce Boskiej Częstochowskiej, że za ocalenie od straszliwej śmierci odprawią pielgrzymkę na Jasną Górę. Padają na kolana i z wielką pokorą modlą się o ratunek.

W tym samym czasie na powierzchni rozgrywały się nie mniej przejmujące sceny. Rodziny pechowców na wieść o katastrofie zbiegły się do kopalni. Żony, matki i dzieci z płaczem i jękiem zamierzały dostać się do zasypanych. Z trudem zdołano ich powstrzymać od desperackich kroków. Nie mogąc pomóc czynem, bliscy modlitwą skierowaną do Matki Boskiej Częstochowskiej postanowili ratować swych mężów, synów i ojców. W tym czasie kto tylko mógł z braci górniczej zaangażował się, podejmując próbę ratowania kolegów. Przez pięć długich jak wieczność dni kopano, aż właśnie piątego dnia pogrzebani usłyszeli głuche odgłosy uderzeń młotów i kilofów. To był znak dla nich, że pomoc jest blisko, że nie kto inny, ale Maryja tę pomoc im sprowadza.

Gdy wkrótce ocaleni znaleźli się na powierzchni, i gdy niewątpiące w ich uratowanie rodziny ujrzały swych mężów, synów i ojców całych i zdrowych, cudownie ocalonych, radosnym łzom, modom i pieniom na cześć Jasnogórskiej Panienki nie było końca. Musiał jednak nadejść czas na wypełnienie ślubów złożonych w krytycznych chwilach. I tak wkrótce wszyscy ocaleni udając się do Częstochowy wraz z rodzinami złożyli pokłon Maryi w Jej cudownym obrazie tam się znajdującym.

11

12

Fresk na sklepieniu bazyliki jasnogórskiej

Cud uratowania olkuskich górników pięknym freskiem namalowanym w roku 1695 na sklepieniu jasnogórskiej świątyni uwiecznił artysta Karol Dankwart. Do dzisiaj można go podziwiać na trzecim przęśle, czyli w samym środku sklepienia nawy głównej. Fresk „Stąd ujrzano mnie Jasną w Lechickim Olimpie” przedstawia adorację wizerunku Matki Boskiej Częstochowskiej podtrzymywanej przez aniołków w otoczeniu sześciu archaniołów. W bocznych medalionach są dwa freski. Ten z prawej strony „Zwraca żywcem pogrzebanych” przedstawia cud uratowania górników w kopalni ołowiu i srebra w Olkuszu.

Tak więc, w tym przypadku i największą spośród ludzkiego rodu można uznać za opiekunkę górników.

I historyjka trzecia

W 2018 roku podczas mszy świętej barbórkowej bolesławscy górnicy złożyli w darze ołtarza okrągłą kwotę pieniędzy z przeznaczeniem na zakup relikwiarza dla umieszczenia w nim relikwii świętych: św. Klemensa i św. Feliksa. Do kiedy czynna była kaplica w Tłukience, relikwie tych świętych męczenników umieszczone były w portatylu znajdującego się w niej ołtarza św. Barbary. Cała kaplica zresztą przez górników wybudowana, tej świętej była poświęcona.

Zastanowienia wymaga w takim razie pytanie, dlaczego w ołtarzu św. Barbary w Tłukience znalazły się relikwie świętych męczenników Klemensa i Feliksa? Uzasadnienia najprościej było poszukać w Internecie.

13

Nieczynna kaplica św. Barbary w Tłukience

         Jeśli chodzi o Klemensa to wytłumaczenie wydaje się stosunkowo proste. Klemens I był trzecim następcą św. Piotra (po Linusie i Klecie), a więc czwartym papieżem. Kierował Kościołem w latach 88-97. Mamy niewiele wiadomości o jego życiu; pochodzą one ponadto z wielu tradycji chrześcijańskich. Jedna z tych tradycji podaje, że Klemens poniósł męczeńską śmierć w 97 lub 101 roku. Prawdopodobnie został wygnany z Rzymu do Chersonezu Taurydzkiego (dzisiejszy Krym), gdzie w kopalniach głosił naukę Chrystusową wśród ok. 2000 chrześcijan-skazańców, za co został skazany przez cesarza na śmierć i wrzucony do Morza Czarnego z uwiązaną kotwicą u szyi. W 868 roku św. Cyryl w czasie pobytu w tamtych stronach miał odnaleźć relikwie św. Klemensa I i przywieźć je do Rzymu, gdzie zostały przyjęte z najwyższymi honorami przez papieża Hadriana II i złożone w bazylice S. Clemente. Imię św. Klemensa wymieniane jest w Kanonie Rzymskim. Dokumenty wskazują, że św. Klemens jest patronem narodów słowiańskich, a także dzieci, górników, kamieniarzy, kapeluszników i marynarzy. W ikonografii święty ten przedstawiany jest w papieskim stroju pontyfikalnym. Jego atrybutami są: Baranek Apokalipsy, kotwica, którą przytwierdzono mu u szyi, księga, mały krzyż, paliusz. (Informacje pochodzą ze strony internetowej parafii Zbawiciela Świata w Ostrołęce).

         Jeśli natomiast chodzi o św. Feliksa sprawa wydaje się bardziej skomplikowana. Jest kilku męczenników o tym imieniu. Po analizach można dojść do wniosku, że najprawdopodobniej chodzi tutaj o jednego z dwóch braci, których wspomnienie liturgiczne przypada na 30 sierpnia.

         Adaukt i Feliks, wymieniani również w kolejności odwrotnej, a więc Feliks i Adaukt (zmarli ok. 287 lub 303 w Rzymie) – męczennicy w czasach prześladowań chrześcijan pod panowaniem Dioklecjana i Maksymiana Galeriusza,święci kościoła katolickiego.

14

Ołtarz św. Barbary część środkowa: św. Barbara, św. Feliks, św. Adaukt. Po bokach cztery sceny z życia św. Barbary: Upadek bożków, Trzecia tortura, ucieczka świętej z wieży, Wleczenie świętej na śmierć.

         Charakterystycznym przy rozpoznawaniu tego przypadku jest, że w kościele św. Barbary we Wrocławiu (od 1963 sobór) znajdował się  ołtarz z 1447 roku przedstawiający św. Barbarę z Nikomedii w asyście świętych: Feliksa i Adaukta (prawdopodobnie byli braćmi). Obecnie to dzieło sztuki znajduje się w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie. Zestawienie św. Barbary akurat z tymi świętymi (choć nie wiadomo dlaczego), w jakiś sposób może świadczyć za jednym z tej, nierozłącznej w tym przypadku pary świętych, a więc Feliksem, jako tym, od którego pochodzą relikwie z portatylu ołtarza w Tłukience.

         A jeśli przy ciekawostkach jesteśmy. W ołtarzu z Muzeum Narodowego umieszczono cztery sceny z życia św. Barbary. Jakże pięknym uzupełnieniem ich są płaskorzeźby z antepedium bolesławskiego ołtarza przypisanego tej świętej. Oto one widoczne na poniższej fotografii:

15

Antepedium ołtarza św. Barbary (fot. Grzegorz Jasica)

   

Na Barbórkę 2019, JRC

 

IV Diecezjalny Konkurs Piosenki i Pieśni Patriotycznej

 

 

 

 LOGO LONKURSU

Koncert2019 (53) 

 

Panorama kościoła

panorama mini

Obejrzyj panoramę kościoła

baner1

baner1

 

Polecamy

Portal Katolik
Portal dla ludzi wierzących
Portal Wiara
Portal ludzi otwartych
Internetowa Liturgia Godzin
Internetowa Liturgia Godzin
Diecezja Sosnowiecka
Aktualności, personalia, katalog instytucji diecezjalnych.
Gość Niedzielny
Gość Niedzielny w wydaniu internetowym
Dzieło Duchowej Adopcji Kapłanów
Dzieło Duchowej Adopcji Kapłanów
Kapłani proszą o modlitwę
Kapłani proszą o modlitwę