Start Kronika parafii Ocalić od zapomnienia
Ocalić od zapomnienia
02 marca 2013

tukienka 074Teraźniejszość to czas, w którym żyjemy – mamy do niej dostęp. W niej drzemie potencjał zmian. O przyszłości ktoś powiedział, że jest prezentem, jaki daje nam przeszłość. Pominiemy tutaj kwestie związane z teraźniejszością i przyszłością, a spróbujemy skupić się na przeszłości. Przeszłość wprawdzie minęła i już nie istnieje, ale całe zasoby tego, co pozostawiła, służą nam, a w każdym razie, mają wpływ na nasze teraźniejsze życie. Łacińskie przysłowie mówi: „Radź się przeszłości, kieruj się teraźniejszością, patrz w przyszłość”.

Mało wiemy o przeszłości w ogóle, a już prawie nic o szczegółach dotyczących historii lokalnych społeczności. O tym nie piszą w książkach, tego nie uczy szkoła. Przeróżne formy dokumentacji, kroniki, galerie zdjęć – dzisiaj tworzone – wydają się dobrze opisywać współczesne życie gminy, parafii, poszczególnych instytucji. Przyszłe pokolenia będą mogły z nich korzystać. Ale w odległej przeszłości ludzie nie dysponowali tak szeroką gamą środków służących do utrwalania rzeczywistości. Dlatego każdy drobiazg zachowany z dawnych czasów powinien być badany pod kątem zawartości walorów edukacyjnych, poznawczych i przechowywany jako cenna pamiątka.

 

Są odkrycia czy znaleziska przypadkowe, ale są też takie będące wynikiem przemyślanych działań, takie, których spodziewać się należy w szczególności przy prowadzeniu prac remontowych. Im więcej remontów, im więcej porządkowania otoczenia, tym większe mogą być rezultaty w zakresie poznawania przeszłości. Warunkiem jest, aby nie „puszczać wszystkiego na żywioł”, doglądać robót na każdym ich etapie. Tak się składa, że proboszcz ks. Sylwester Kulka wiele robót zleca, a przy tym stara się poznać historię parafii i nie jest mu obojętny najmniejszy ślad pozostawiony przez dawne pokolenia parafian. Dzięki tej jego zapobiegliwości udało się już kilka rzeczy ocalić od zapomnienia. Oto niektóre z nich.

 witraz2

W 2008 roku odnaleziono witraże, o których wielu słyszało, ale nikt współcześnie żyjący ich nie widział. 16 września przystąpiono do ich montażu w trzech oknach prezbiterium: centralnym, środkowym i dwóch skośnych bocznych. Zdemontowano okna z żeliwnymi ramkami wewnętrznymi, które służyły od samego początku. Podziwiać można było dokładność i solidność ich wykonania. Na miejsce tych stuletnich wstawiono nowe ramy okienne wykonane z profili zamkniętych i w nie zamontowano witraże. Centralne, środkowe okno wypełnił witraż prawie w całości oryginalny, natomiast dwa boczne oryginałem są tylko w części podstawowej. Wymagały uzupełnienia, ponieważ te dzieła sztuki nie zachowały się w całości. Centralny witraż przedstawia św. Michała Archanioła wraz z zastępem aniołów, a boczne: św. Tomasza Apostoła i św. Tomasza Becketa. Autorem projektu witraży był Władysław Jastrzębski (1906‒1995) urodzony w Sosnowcu i mieszkający w Bolesławiu, artysta malarz. W roku 1935 ukończył krakowską ASP. Był żołnierzem wojny obronnej w 1939 roku. W czasie okupacji, za probostwa księdza Jana Skalskiego, malował polichromię bolesławskiego kościoła. Wtedy właśnie narysował projekt witraży do jego okien. Zostały one, zgodnie z tym projektem, wykonane w pracowni Żeleńskich w Krakowie, lecz do dzisiaj nie zamontowane, przeleżały w ukryciu. Te, które odnaleziono, okazały się niekompletne. Żadna dokumentacja nie przetrwała, nie wiadomo nawet, ile ich było, jak miały być rozmieszczone i gdzie ewentualnie znajduje się reszta. Jastrzębski w swoim dorobku artystycznym posiada ponad tysiąc witraży montowanych w kościołach, między innymi w USA i Kanadzie. W Bolesławiu pozostał bezcenny ślad jego twórczości. Grób artysty znajduje się na cmentarzu w Wieliczce. Warto przeczytać fragmenty jego listów, przedstawione w postaci wywiadu Józefa Liszki opublikowanego w „Bolesławskich Zeszytach Historycznych” – zeszyt nr 8 z 1999 roku pt. Rozmowy z Władysławem Jastrzębskim o dawnym Bolesławiu.

 

HPIM7063Kapliczkę św. Barbary ustawiono u wlotu ulicy kościelnej w latach 1905‒1913. Fundatorami byli robotnicy kopalń działających na terenie Gminy Bolesław. Nikt nie wiedział, kto wyrzeźbił figurę.

W tekście Górom rozkazująca – módl się za nami, zamieszczonym w numerze 4 „Korzeni”, pisma społeczno-kulturalnego wydawanego przez Centrum Kultury im. Marii Płonowskiej, który ukazał się we wrześniu 2011 roku, napisano: „Nasz posąg św. Barbary to dzieło sztuki rzeźbiarskiej – misterna praca artysty”. A dalej: „Trudno dojść do personaliów tego, który tę rzeźbę wykonał”.

W latach 2009‒2010 przeprowadzono remont kapliczki i umieszczonej w niej figury świętej. To właśnie w trakcie prowadzenia prac remontowych odkryto wyryty w kamieniu jeden człon nazwiska wykonawcy. Podjęto starania z nadzieją, że może uda się zgromadzić więcej danych i poznać twórcę.

Bolesławskie wieczory z kapitanem Franciszkiem Leśniakiem weteranem II wojny światowej to jedno z tych wyjątkowych dzieł Józefa Liszki, które zahaczają o historię Bolesławia. Jego treść powstała z opowiadań i zapisków, jakie pozostawił kpt Franciszek Leśniak. Nie trzeba było zagłębiać się w tę treść, aby odkryć interesujący nas szczegół. Tym odkryciem jest nazwisko twórcy pomnika św. Barbary sprzed naszego kościoła. Opowiadając o swoim dzieciństwie w Bolesławiu, Franciszek Leśniak pisze między innymi: „Były również zespoły muzyczne i artyści: bracia Suwalscy; jeden z nich występował i zadziwiał w kościele podczas nabożeństw swoim śpiewem basowym, drugi zaś – jego brat, artysta rzeźbiarz – w kamieniu wykuł postać Barbórki z przywalonym górnikiem. Okazały ten monument wciąż zadziwia przechodniów przy ulicy Głównej, u wejścia do kościoła parafialnego”. Mając wyraźny ślad, należało szukać dalej.

W starym rejestrze mieszkańców Bolesławia spisywanym gdzieś w okresie międzywojennym udało się znaleźć dwóch różnych Suwalskich, z których jeden najprawdopodobniej był wykonawcą pomnika. Oto oni. Ludwik Suwalski, syn Piotra i Feliksy z domu Żuchowskiej, urodzony 15 sierpnia 1865 roku. Wpisany do księgi zawód to zegarmistrz. Ten Suwalski ożenił się z Julianną Rogóż, urodzoną 6 czerwca 1912 roku. Mieszkali w domu pod numerem 76. W księdze zapisano, że wyprowadzili się do Olkusza 4 września 1937 roku i zamieszkali tam przy ulicy 3-go Maja 14. Nic więcej na ich temat nie odnotowano w rejestrze. Drugi natomiast Suwalski to Ignacy, syn Jana i Marcjanny z domu Babczyk, urodzony 7 kwietnia 1873 roku. Wpisany do księgi zawód to sztygar. On z kolei ożenił się z Emilią Małgorzatą Probierz, urodzoną 15 czerwca 1889 roku. Mieszkali w domu o numerze 98. Mieli trzech synów: Józef Marcjan – rocznik 1913, Konrad Zygmunt – rocznik 1917 i Witold Henryk z 1933 roku. Zapisano, że wszyscy, oprócz syna Konrada, w dniu 12 lutego 1938 roku, z Bolesławia wyjechali do Janówki (?) w gminie Słupia Nowa w województwie kieleckim i tam zamieszkali w domu o numerze 4. Konrad natomiast 24 września 1938 roku wyjechał do Dąbrowy Górniczej, gdzie zamieszkał przy ulicy 3-go Maja 27. Po ich wyjeździe, do domu, w którym mieszkali, wprowadziła się rodzina żydowska o nazwisku Stary (?). Tyle zapisy w księgach.

Na podstawie tych zapisów przypuszczać należy, że albo Ludwik, albo Ignacy był twórcą pomnika św. Barbary. Czy łączyły ich więzy pokrewieństwa – nie wiadomo. W każdym razie nie byli braćmi. Pomnik budowano w latach 1905‒1913. Gdy go rozpoczynano, Ludwik miał 40 lat, a Ignacy 32 lata. O pierwszym napisano, że był zegarmistrzem, o drugim – że sztygarem. Żadnemu natomiast nie przypisano rzeźbiarstwa w kamieniu. Precyzja wykonania wskazuje na zegarmistrza, ale bliskość zawodu wykonawcy i stworzonego przez niego dzieła wskazuje jednak na sztygara. Dzisiaj pozostaje ten dylemat nierozstrzygnięty. Może w przyszłości jeszcze coś uda się wyjaśnić.

  

rozet 037W okresie od początku czerwca prawie do końca lipca 2012 roku prowadzono remont południowej elewacji kościoła wraz z wieżami, a z konieczności także centralnej rozety nad wejściem głównym. Rozeta to ozdobne okno charakterystyczne dla budowli gotyckich. Jak jest skomplikowane w swej konstrukcji, świadczyć może koszt remontu, który wyniósł 23 tysiące złotych. Wykonały go firmy Konmet Józefa Kołkowskiego z Bolesławia (konstrukcja) i Luks Janusza Nogi z Olkusza (szklenie). Popękane i rozbite szybki z bezbarwnego szkła wypełniające żeliwną konstrukcję zastąpiono kolorowymi.

Rozetę, w trakcie budowy kościoła, wykonano jako odlew żeliwny w kształcie stylizowanego, rozwiniętego kwiatu. Elementami kwiatu jest okwiat i dno kwiatowe. Tutaj występuje podobna konstrukcja. Wszystkie płatki okwiatu są ramkami żeliwnymi wypełnionymi szybkami. W centralnym punkcie tego charakterystycznego dla gotyckich kościołów okrągłego okna, jak w kwiecie dno kwiatowe, tak tutaj znajduje się krążek. Na nim, w formie dokumentu, umieszczono znaki i napisy: w samym centrum znajduje się gwiazda pięcioramienna, a nad nią litera „A”, zaś niżej ‒ „1893”. Pod nią z kolei „1896”. „A” oznacza Anno czyli w roku. Gwiazda to symbol o znaczeniu mistycznym – przedstawia pięć ran Chrystusa bądź cztery żywioły i duszę człowieka. Co natomiast kryją w sobie daty, trudno powiedzieć. Na obwodzie krążka zamieszczono napis: od góry „SUBTITULO MATERNITATIS BVM:” („BVM” to Beatae Virginis Mariae) i od dołu „PS: MICHAEL AR:” („PS” to Post scriptum, „AR” to Archangelus), co w całości przetłumaczyć można jako „Pod wezwaniem Macierzyństwa Najświętszej Marii Panny i dodatkowo Michała Archanioła”. Ten krążek – dno kwiatowe – stanowi niepodważalny historyczny dokument. Warto go rozszyfrować w całości, bo papierowe dokumenty albo są bardzo skąpe, albo w ogóle się nie zachowały. Na podstawie tego niezniszczalnego dokumentu już wiemy bardzo dużo, ale... Gdyby udało się odszyfrować i zinterpretować, co oznaczają pozostałe znaki w nim umieszczone, to bylibyśmy o wiele lepiej wyedukowani w konkretnych poczynaniach naszych przodków.

 

bar 0091 grudnia 2012 roku odnalazł się bławat przedwojennego sztandaru górniczego ufundowanego przez zarząd i robotników kopalni rudy żelaza „Triumvirat” z Krzykawy. To cenny zabytek i niezwykła pamiątka z kopalni, po której dzisiaj nie ma nawet śladu. Do teraz trzeba było mieć bujną wyobraźnię, aby w ogóle wierzyć w jej istnienie. Od teraz – choć w fatalnym stanie – mamy namacalny dowód, że taka kopalnia istniała naprawdę.

Sztandar kopalni rudy żelaza „Triumvirat”, funkcjonującej kiedyś w Krzykawie, to niezwykle ważny świadek historii naszego regionu. Odcięty żywcem od drzewca płat ma wymiary 167 cm przy drzewcu i 146 cm prostopadłego boku. Na stronie kopalnianej, na czerwonym tle widnieje piękny, charakterystyczny, biały orzeł, a wokół niego napisy „Zarząd i Robotnicy kopalni «Triumvirat»” (na górze) i „Ruda Żelazna Sp. Akc. 1922‒1943” (na dole). Ta strona jest całkiem dobra, prawie niezniszczona. Na drugiej stronie – białej – umieszczono św. Barbarę i pod nią napis: „Św. Barbaro patronko nasza Módl się za nami”. We wszystkich czterech rogach tej strony znajduje się emblemat górniczy w złotym kolorze, to jest skrzyżowany perlik i żelazko. Ta strona jest cała w strzępach.

I jakkolwiek by na to patrzeć, jest to sensacja! Przede wszystkim nasuwa się pytanie, kto ten sztandar odciął od drzewca i wrzucił na strych? Kto mógł być takim ignorantem, że nie dostrzegł w nim śladów bogatej historii bolesławskiej ziemi? To skandaliczne, bo jeśli nie historia, to przynajmniej piękno tego dzieła samo rzuca się w oczy. Jeśli w pewnym momencie, ze względu na zużycie, obiekt nie nadawał się do wyeksponowania, a ówczesnego gospodarza parafii nie było stać na remont, to sztandar powinien zostać delikatnie zdemontowany, zabezpieczony i czekać na lepsze czasy. Zabytkowy bławat natomiast bestialsko odcięto od drzewca i jak szmatę wrzucono do śmieci. Dziękować Bogu, że choć w tak fatalnym stanie, to jednak przetrwał i został odnaleziony. Może uda go się jeszcze uratować i przywrócić mu dawny wygląd.

bar 017W kościele są dwa odnowione sztandary górnicze: jeden górników Tłukienki i Krążka, a drugi kopalni „Bolesław”. Jeśli jednak dobrze się przyjrzeć pozostałym sztandarom, to okazuje się, że był także trzeci sztandar górniczy, bo świadczy o tym istniejące drzewce z górniczą głowicą. Do tego drzewca przytwierdzony był bardzo zniszczony płat niemający nic wspólnego z górnictwem, na jednej stronie przedstawiający św. Izydora, a na drugiej niezinterpretowaną aplikację. Uznano, że płat ten należy poddać renowacji, pozostawiając nienaruszoną stronę z patronem rolników, i przy okazji doprojektować drugą, „górniczą” stronę. Logiczne rozumowanie prowadziło bowiem do wniosku, że kiedyś, w zamiarach twórców czy fundatorów, był to sztandar reprezentujący tutejszy lud rolniczo-górniczy, ale w niewyjaśnionych okolicznościach zmieniono treść tego przesłania. W nowej wersji pierwotną rolę postanowiono mu jednak przywrócić. Kiedy prace były zaawansowane, a płat sztandaru oddany już w ręce hafciarek, nagle pojawiło się to sensacyjne znalezisko – czwarty sztandar. Bez drzewca, bez spinek mocujących, ale za to autentycznie górniczy. I w tym momencie nasuwają się wątpliwości, więc trzeba postawić sobie pytanie: czy odnaleziony obiekt nie jest przypadkiem odcięty od drzewca tego trzeciego sztandaru, od którego zdemontowany płat oddano do renowacji w dniu 15 października? Być może tamten płat całkiem przypadkowo przypięty był do górniczego drzewca? Otóż nie wydaje się to prawdopodobne ze względu na fakt, że płaty – ten oddany do renowacji i ten świeżo odnaleziony – różnią się między sobą. Pierwszy ma wymiar 178 cm przy drzewcu, a drugi 167. Nie sposób ich było wymieniać. Poza tym ten pierwszy zdawał się „fabrycznie” połączony z drzewcem, a na samym pniu nie stwierdzono żadnych śladów przeróbek. Ten odnaleziony musiał więc mieć inne drzewce. Co się z nim stało? Skoro płat znaleziono w śmieciach, to odpowiedź na to pytanie wydaje się nasuwać sama – po prostu zostało przeznaczone na dzierżak do cepów!

 stare625 lutego 2013 roku zlustrowana została dawno opuszczona i nieużytkowana kaplica w Tłukience. Na pierwszy rzut oka widać, że była jeszcze częściowo przynajmniej wykorzystywana w czasie, gdy na Stolicy Piotrowej zasiadał już papież Jan Paweł II. Świadczy o tym znalezionych kilka jego portretów, obrazków i wycinków prasowych zawieszonych między innymi na tablicy ogłoszeń w przedsionku. Początek pontyfikatu przypadał na rok 1978 – to już 35 lat temu. Tak więc przynajmniej od 30 lat kaplica jest nieczynna.

Tym większe zdziwienie, że znaleziono w niej: ławki w możliwym jeszcze stanie, komplet stacji Drogi Krzyżowej, zabytkowy feretron, rzeźby wykonane w mocno już spróchniałym drewnie oraz oprawiony w ramę dokument-prośbę księdza Prochota wystosowaną do papieża Jana XXIII o treści: „Ojcze Święty, Ks. Stanisław Prochot ze swoją wielką rodziną Bolesławską, najpokorniej upadając do stóp Waszej Świątobliwości, błagają o Błogosławieństwo Apostolskie z odpustem zupełnym na godzinę śmierci, nawet i wtedy, gdy nie mogąc się wyspowiadać i przyjąć Komunii Świętej, skruszeni zawezwą ustami lub sercem Najświętsze Imię Jezus”. Ten dokument ma już historyczne znaczenie. Uzyskał aprobatę Watykanu w dniu 18 sierpnia 1958 roku. Świadczy o wielkim poczuciu odpowiedzialności księdza za przewinienia tutejszej wspólnoty wierzących, które doprowadziły do rozbicia parafii w 1957 roku.

Ale znaleziono jeszcze coś bardzo ważnego. tukienka 068 (2)Są to dwa przenośne kamienie zawierające święte relikwie. Taki kamień, tak zwany portatyl, umieszcza się w płycie ołtarzowej. Ta płyta to tak zwana mensa – najistotniejsza część ołtarza. Na niej składana jest Przenajświętsza Ofiara. Tradycja mówi, że powinna być kamienna. Jeśli natomiast ołtarz wykonany jest w drewnie, to mensa na środku posiada czworokątne zagłębienie, tak zwane sepulcrum (grób). Do tego zagłębienia wkłada się portatyl. Kamień ów zawiera święte relikwie szczelnie zamknięte i opieczętowane przez biskupa. Relikwie złożone w ołtarzu muszą pochodzić z kości przynajmniej dwóch świętych, w tym co najmniej jedna z ciała męczennika. Znalezione kamienie zawierają relikwie świętych Klemensa i Feliksa i opatrzone są pieczęciami biskupa Tomasza Kulińskiego z 1882 roku. Były wbudowane w ołtarz bądź ołtarze stanowiące wyposażenie kaplicy. Są to niezupełnie kwadratowe płytki o wymiarach 27,5 x 28,5 (29,0) cm, z obudowanymi bokami i częścią spodnią. Obudowa to drewniane deseczki. Spód wykonany jest z deski dzielonej, ale to nie ma większego znaczenia, bo równie dobrze mogła ona być całością. Boki stanowią listwy o szerokości kamienia. W spodniej desce centralnie wycięto prostokątny fragment biegnący od krawędzi i odsłaniający środek kamienia. W nim właśnie wydłutowane jest gniazdo. Wyciętą część deski uzupełnia zasuwka z zamkiem umieszczonym przy krawędzi bocznej kamienia i plombą z odciśniętą pieczęcią biskupa na jej drugim końcu. Zasuwka zakrywa gniazdo. Na płycie, nad pieczęcią, znajduje się napis wykonany czarnym tuszem w języku łacińskim: tukienka 068 (1)„Anno Domini 1882 die .... januari. Ego Thomas Kuliński Epi(sco)pus Satalensis Vicarius Apostoliceus Kielcensis conseceri altare hoc portatille et reliquias Sanctorum Martyrum Felicis et Clementis eo inclusi Sigilloque meo munivi”, co w luźnym tłumaczeniu znaczy: „W Roku Pańskim 1882 dnia .... stycznia. Ja, Tomasz Kuliński, Biskup Pomocniczy, Wikariusz Biskupstwa Kieleckiego konsekruję ołtarz z jego portatylem i relikwiami świętych męczenników Feliksa i Klemensa. To w załączeniu pieczęcią moją zabezpieczam”. Wierzchnia część kamienia nie jest obudowana. Drewniana obudowa jednego ze znalezionych kamieni była już częściowo od spodu uszkodzona. Pozwoliło to z łatwością dostać się do gniazda, w którym umieszczone są relikwie. Zawinięto je w coś podobnego do papieru, na którym, na wierzchniej stronie, widnieje napis: „Clementis et Felicis”. tukienka 074Papier złożony w kopertę od spodu posiada ślady pieczęci biskupa. Aż dziw bierze, że nie wypadło to zawiniątko, bo włożone do specjalnie wydłutowanego dołka w kamieniu, było tylko luźno przykryte kwadratową płytką, także kamienną. Pozostawione w kaplicy portatyle, tym samym do dzisiaj zachowywały kaplicę w stanie zdatnym do sprawowania sakramentów świętych.

  

Czy to byłoby już wszystko? Z pewnością nie wymieniliśmy tu wielu jeszcze ważnych przedsięwzięć podejmowanych dla zabezpieczenia pamiątek z przeszłości. I tak wspomnieć by należało o krypcie kościoła, która prezentuje dzieje parafii, o tablicach wotywnych zawieszonych przed ołtarzem Matki Boskiej Nieustającej Pomocy, o uporządkowaniu miejsca pochówku dawnych księży proboszczów czy o zabezpieczeniu śladów pobytu w parafii Prymasa Tysiąclecia i kard. Karola Wojtyły. Czy może w takim razie coś nas jeszcze zaskoczyć, zadziwić? Czy warto jeszcze szukać? Są to pytania retoryczne. Oczywiście, że warto. I nie tylko wypada zdawać się na innych w tych poszukiwaniach. Nawet przytoczone tu znaleziska wymagają bardziej szczegółowego opisu. A więc wszelkie uzupełnienia są wskazane. Czasem w domowych zakamarkach kryją się przeróżne drobiazgi, dokumenty, zdjęcia, których wartość historyczna może być bezcenna. Nie wolno ich zachowywać tylko dla siebie, a tym bardziej lekceważyć. Powinny być zaprezentowane szerszemu gronu osób, opisane i wykorzystane dla dobra ogółu społeczności. Wiemy z doświadczenia, że jeśli nawet ze strony innych spotkamy się z obojętnością, to od gospodarza parafii możemy oczekiwać wsparcia, chociażby tylko poprzez udostępnienie miejsca na stronie internetowej.

tukienka 045 (1) tukienka 045 (2)  tukienka 048(JRC)

 

Konkurs

LOGO LONKURSU

 III Diecezjalny Konkurs Piosenki i Pieśni Patriotycznej:

Czytaj więcej

Regulamin Konkursu (do pobrania)

Karta zgłoszenia do pobrania

 

Panorama kościoła

panorama mini

Obejrzyj panoramę kościoła

baner1

baner1

 

Polecamy

Portal Katolik
Portal dla ludzi wierzących
Portal Wiara
Portal ludzi otwartych
Internetowa Liturgia Godzin
Internetowa Liturgia Godzin
Diecezja Sosnowiecka
Aktualności, personalia, katalog instytucji diecezjalnych.
Gość Niedzielny
Gość Niedzielny w wydaniu internetowym
Dzieło Duchowej Adopcji Kapłanów
Dzieło Duchowej Adopcji Kapłanów
Kapłani proszą o modlitwę
Kapłani proszą o modlitwę